Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trądzik. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trądzik. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 16 kwietnia 2015

Bielenda super power mezo serum, aktywne serum korygujące- recenzja

Kiedy w grudniu i styczniu tego roku łapałam za co mogłam aby pozbyć się wysypu, traciłam już powoli siły że coś mi pomoże. Słyszałam o tym serum jak tylko weszło na rynek, ale szczerze mówiąc bałam się trochę kwasu migdałowego. Któregoś dnia jednak trafiłam na blog Lamadolamy (którego serdecznie polecam) i tam zobaczyłam efekty po dwóch tygodniach stosowania i oniemiałam. 2 dni później to serum już było w moich rękach, w cenie regularnej. Byłam w stanie wydać te prawie 30 zł na taki efekt, i nie żałuję że je kupiłam.
 Zacznę może od tego jaka jest moja cera. Jest bardziej tłusta, ale nie aż tak mocno jak kiedyś. Zaskórniki na całej powierzchni cery- broda, policzki, nos i czoło. Ropne wypryski przede wszystkim na policzkach i brodzie, rzadko na czole. Sporo przebarwień i trochę blizn na policzkach.
Przed używaniem tego serum z lekkim przerażeniem spoglądałam w lustro, kiedy widziałam przebarwienia. Dzielnie używałam je codziennie wieczorem. U mnie tak jak i czytałam u innych stosowanie rano się po prostu nie sprawdzało.
Co pisze producent?
Kwas migdałowy- delikatnie złuszcza naskórek, działa antybakteryjnie, zwęża pory, redukuje nadmierne wydzielanie sebum zapobiega zatykaniu porów, rozjaśnia przebarwienia.
Kwas laktobionowy- złuszcza naskórek stymulując mechanizmy naprawcze skóry, zapobiega powstawaniu wyprysków, wygładza i ujednolica koloryt cery, intensywnie nawilża.
Witamina B3- wzmacnia, odnawia i matuje skórę, podnosi jej odporność na uszkodzenia. Zwalcza problemy skórne: trądzik, zaczerwienienia, i szorstkość. Rozjaśnia naskórek, redukuje plamy pigmentacyjne, posłoneczne i starcze. 
Ma ono lekko żelową, ale rzadką konsystencję. Zapach typowy dla kosmetyków z kwasem migdałowym, dość chemiczny, ale nie nieprzyjemny. Opakowanie bardzo mi się podoba- odpowiednia ilość informacji, prosty design, pipeta nabiera tyle ile powinna, nic się nie łamie, pasuje.
Nakładałam 3 krople na pliczki, nos i brodę, oraz 1 kroplę na czoło, i uważam że taka ilość zdecydowanie wystarczy. Serum można też nałożyć na twarz i spłukać, jeśli ktoś ma wrażliwą cerę.
Co zauważyłam po tych ponad 2 miesiącach używania?
  • Zmniejszenie ilości zaskórników, które wychodziły spod skóry
  • Mniejsze przetłuszczanie cery
  • Zdecydowaną redukcję przebarwień
  • Szybkie gojenie świeżych przebarwień po wypryskach
  • Ujednolicenie kolorytu cery
  • Wygładzenie cery
  • Poprawienie jędrności
Jednym słowem serum zadziałało na mnie tak, jak na większość dziewczyn które pisały swoje recenzje na KWC. Warto wspomnieć, że serum należy zużyć w ciągu 3 miesięcy, więc nie można zostawić np. połowy na inne miesiące.
 Po ok. miesiącu zaczęło mnie nieco wysuszać, więc dołączyłam krem bardziej nawilżający na niego (na początku kładłam go solo na noc, rano krem nawilżający).
Skóra rano jest świeża, wypoczęta, wypryski są zdecydowanie zmniejszone. Jeśli chodzi o wysyp po zaczęciu używania tego serum, możliwe że takowy był, jednak moja cera od kilku miesięcy mnie bombardowała tyloma niespodziankami, że nie jestem do końca w stanie stwierdzić czy to była wina serum, czy nie.

Ja jestem bardzo na tak, i pewna że jeszcze do niego wrócę np. jesienią. Moja cera bardzo dziękuje za to co zrobiło to serum, bo w tej chwili wygląda po prostu lepiej. Z ogromną przyjemnością wykończę jego resztę, i przyjrzę się bliżej kosmetykom Bielendy.

 Serum ma 30ml pojemności, i kosztuje 27,99 zł w Rossmannie, wiem też że można je dostać w Drogerii Natura i oczywiście w internecie.
Załączam też skład tego serum.

Pozdrawiam
Antymionka

sobota, 13 września 2014

Wrześniowy czas Jeżyny #4

Cześć!
Każdy z nas zapewne zna Jeżynę- słodko kwaśny smak tych owoców przypomina przede wszystkim dzieciństwo. Często można ją spotkać w lasach, lub na ich obrzeżach. Ja posiadam swój egzemplarz, niestety nieco zdziczały (planuję posadzić nowy krzew) ale nadal pełen wigoru, dający sporo dużych, soczystych owoców nadających się na dżemy czy kompoty. Jednak ostatnio zbierając owoce zaczęłam szukać informacji na temat tej rośliny, trochę z innej beczki niż jedzenie jej, i trafiłam na całkiem pokaźną listę właściwości.


Owoce i liście
-witaminy: A, B, C, E
-kwas cytrynowy
-błonnik
-antyoksydanty (profilaktyka nowotworu od wewnątrz)
-regulują trawienie
-wzmacniają organizm
-mają działanie uspokajające (także dla dzieci), przeciwbiegunkowe, ściągające, przeciwbakteryjne, przeciwzapalne, przeciwgorączkowe
-zawierają antocyjany (barwniki roślinne) które zmniejszają kruchość naczyń krwionośnych
-reguluje przemianę materii
-działają wykrztuśnie, w czasie kaszlu
-sok z jeżyn pomaga w czasie PMS
Liście świetnie nadają się jako okłady na wypryski oraz rany, które nie chcą się goić. Herbata z ususzonych liści jeżyny pomaga w walce z przeziębieniem, chorobach żołądka i jelit.

Jak widać, jeżyna jest dość nie docenianą rośliną, a to błąd, ponieważ nie dość że spowalnia procesy starzenia, to jeszcze pomaga w czasie przeziębienia czy Zespole napięcia przedmiesiączkowego. Obecnie jest czas zbierania jeżyn, warto się im przyjrzeć, zebrać owoce na sok, dżem, oraz liście na herbatę. Taka kuracja liśćmi jeżyny jest o wiele zdrowsza niż antybiotykoterapia. Oczywiście jeśli po kilku dniach nie nastąpi poprawa, koniecznie musimy się udać do lekarza.



Na końcu krótka instrukcja suszenia, będzie o tym osobny wpis.
Zbieramy liście całe, bez uszczerbków, oraz chorób. Myjemy w durszlaku pod bieżącą wodą, i suszymy na ręczniku (potem możemy je przełożyć na papierowy). Zostawiamy przez około 2 tygodnie w suchym, ciemnym miejscu (niektórzy suszą na słońcu, ale może to się odbić na właściwościach rośliny). Wysuszone liście zamykamy w szczelnym pojemniku, plastikowym lub szklanym (może być słoik).

Inne sposoby na liście (np. do maseczek lub okładów) klik->  Sposoby na zioła


Do mojego ogrodu zawitała też jesień..


... ta kwitnąca także :).


Pozdrawiam,
Antymionka


sobota, 6 września 2014

Moi ulubieńcy lata 2014

Post z ulubieńcami nie będzie się pojawiał często, ale wiem że dużo osób takie lubi, a lato to pora roku w której każdy dba o siebie bardzo indywidualnie. Dużo rzeczy które aktualnie używam, czy lubię, pokazuję wam na instagramie (mój instagram - klik!).

Zacznijmy od zapachu, który myślałam że będzie za ciężki. Florabotanica od Balenciaga okazał się idealny na już chłodniejsze wieczory, mocny, wyrazisty, kobiecy. Bardzo go lubię, obecnie mój ulubiony zapach, ale czaję się na jakieś jabłuszko DKNY :).


Moje włosy w ryzach trzymała odżywka Glad Hair Day z Soap&Glory. Jest to dość dziwna sprawa, ale po nałożeniu na włosy, sztywnieją, a po spłukaniu są znów miękkie, ale jednocześnie dają się swobodnie ułożyć, nie obciąża włosów, i nieziemsko pachnie.. Malina z bananem? Tak mi się kojarzy :).

Do twarzy jest kilka więcej produktów. Coś co pomogło mi uspokoić skórę, to Acnosan T. Płyn ten jest dość mocny, na alkoholu, ale nic tak się nie rozprawiało szybko z moimi wypryskami jak on. Do tego szybki goi ślady, i wybiela przebarwienia.


Do demakijażu oczu odkryłam coś, co na pewno kupię w pełnowymiarowej wersji. Wakacje to też czas wyciągania miniaturek i próbek, aby zajęły jak najmniej miejsca. Ta miniatura wody micelarnej od Vichy całkowicie mnie zaskoczyła. Jest niesamowicie delikatna, nie pachnie nachalnie, dobrze zmywa makijaż, nie podrażnia oczu. Z tego co wiem często można ją kupić w Super Pharm z ich kartą za 20 zł.

Krem liftingujący z Dax był w sierpniowym pudełku beGlossy. Nie spodziewałam się że będę  z niego aż tak zadowolona! Czytałam różne opinie na jego temat, u mnie wspaniale sprawdza się pod makijaż, jest lekki i dobrze nawilża. Jeden z niewielu kremów które nie powodowały u mnie wyprysków w ostatnich miesiącach.

Do mocnego oczyszczania twarzy używałam maseczki Fab Pore z Soap&Glory. Po zapachu i działaniu stwierdzam że ma w sobie dużo mentolu, który dogłębnie oczyszcza i przygotowuje skórę np. na wielkie wyjście. Lekko rozjaśnia, i zapobiega pojawienia wypryskom. Działa też jak peeling mechaniczny, co dodatkowo odświeża, i chłodzi w letnie dni!

Mycie twarzy ostatnio opanował żel Synergen różowy z rossmanna. Nie dość, że ma cudowny, owocowy zapach, jest wydajny, przy myciu zamienia się w przyjemną emulsję, dokładnie zmyając makijaż czy inne zanieczyszczenia.

O tym filtrze La Roche Posay już pisałam w poście o moich filtrach, powtórzę tylko jeszcze raz że jest lekki, nie bieli i nie obciąża skóry. Nadaje się pod makijaż (wersja nie barwiąca oczywiście).


Niestety balsamowania ciała u mnie nadal kuleje, tym bardziej że było miejscami bardzo gorąco. Jednak znalazłam balsam który wchłania się błyskawicznie, nie pozostawiając klejącej warstwy. Eveline Extra soft, balsam ultranawilżający jednocześnie koi też moją dość mocno alergiczną w tym czasie skórę. Już nie wspomnę o bardzo przydatnej pompce :).


Z kolorówki także o dziwo trochę się nazbierało, rzadko kupuje coś nowego z tego działu, raczej powracam do sprawdzonych kosmetyków.
Przekonałam się do błyszczyków, któregoś dnia rano wstałam, o stwierdziłam że chcę jasnoróżowy błyszczyk. Szczęście się do mnie uśmiechnęło, i w drogerii Natura złapałam błyszczyk z essence, w kolorze baby pink, z lekkimi, srebrnymi drobinkami. Od tej pory gości u mnie niemalże codziennie, mimo tego że klei się jak każdy, ale jest trwały i przepięknie wygląda na ustach, dopełniając delikatny makijaż.

Wybaczcie ale nie dało do końca się zdjąć naklejki z ceną, i przez to nakrętka nie fajnie wygląda :(

W czasie mojego pobytu w Poznaniu, podczas czekania na pociąg, jak to ja- kobieta, udałam się do galerii handlowej. Tam w oko wpadła mi beżowa kredka od Lovely, która od tamtego czasu jest nieodłącznym elementem mojego makijażu. Spojrzenie wygląda świeżo i promiennie. Do tego jest nieziemsko wydajna, Od połowy lipca w ogóle jej nie temperowałam :).

Z lakierów upodobałam sobie kolejny piasek od Lovely, tym razem z serii Ibiza. Jedna z dziewczyn na instagramie powiedziała mi że spokojnie mogę aplikować go na base coat, jest polecany do sztucznych paznokci ponieważ zawiera mocny barwnik. Mi z paznokciami nic nie zrobił, utrzymywał się bardzo długo. Niestety kolor na zdjęciu jest przekłamany (nr. 3) jednak pokazywała go na instagramie, piękna, neonowa pomarańczka :).

W wakacje dużo eksperymentowałam z brwiami, a pomógł mi w tym cień z Catrice z zestawu do brwi. Jestem naturalną blondynką, więc wybrałam jaśniejszy odcień. Świetny zestaw na podróże, w środku mamy mini grzebyczek i pędzelek do nakładania.

Pozdrawiam, Antymionka 






piątek, 8 sierpnia 2014

Przebarwienia- delikatne sposoby na ich pozbycie się

Cześć!
Mamy lato, wszyscy korzystamy ze słońca, choć niektórzy z nich go nie lubią (na przykład ja :) ), to tak czy inaczej jak trzeba gdzieś wyjść to trzeba. Utrudnioną sprawę mają osoby z cerą skłonną do przebarwień, lub te które są podczas jakiejś terapii przeciwtrądzikowej. Latem powinniśmy bardziej uważać na to czego używamy.
Ja z przebarwieniami borykam się od marca tego roku, niestety też trochę z winy dermatologa. Postanowiłam się wziąć w garść, i powalczyć aby dojść do stanu sprzed prawie pół roku. Polecę wam kilka kroków, oraz kilka kosmetyków które uważam za niezbędne w  pozbyciu się przebarwień. Raczej stawiam na delikatność, nie dla mnie kwasy o wyższym stężeniu. Oczywiście, można wybrać się na zabiegi do kosmetyczki, kwasem migdałowym na przykład.
Podczas pozbywania się przebarwień musimy się uzbroić w cierpliwość. Niestety z dnia na dzień nie zauważymy różnicy, 3-6 miesięcy to minimalny czas.

Peeling
Zacznijmy od oczyszczania twarzy. Ja stawiam na delikatne peelingi, z małymi drobinkami, ale niezbyt ostrymi.
Obecnie używam żel peelingujący z Cien (dostępny w Lidlu, ostatnio zmienili szatę graficzną, ale pojemność ta sama). Ma większe, i mniejsze drobinki, lekko peelinguje. Według mnie można go używać na co dzień. Drugi to Synergen, o większej ilości drobinek, pięknie, owocowo pachnący (niewątpliwa zaleta :) ). Z tym już radzę uważać, 2-3 razy w tygodniu starczą. Obydwa są w korzystnej cenie ok 7-8 zł, i mają pojemnośc 150ml.
Z drogeryjnych peelingów polecam jeszcze żel peelingujący z Rival de Loop, znajduje się on w części pielęgnacji 30+, a poprzednio był dla osób w każdym wieku. Nie wiem czy skład się zmienił, ale działał cudownie, na pewno gdy skończę obecne to do niego powrócę.



Peeling enzymatyczny
Nieco łagodniejsze, sprawdzą się do cer bardzo wrażliwych. Ja osobiście polecam tanią, i dobrą Ziaję Ulga, zużyłam 2 opakowania i na pewno powrócę, regularnie stosowanie przynosiło fajne efekty w postaci wyrównanego kolorytu. Dla tych którzy chcieliby spróbować takiego peelingu, oraz dla takich którzy chcą go zabrać w podróż polecam Bielendę Bawełna (dostępny z maseczką, bardzo udany duet), oraz Bielenda proffesional, peeling enzymatyczny dotleniający. Ten drugi daje widoczne efekty wyrównania kolorytu po pierwszym użyciu, jestem bardzo na tak! Obydwa w cenie ok. 3 zł. Wiele osób poleca też naturalne peelingi. między innymi peeling enzymatyczny z owoców tropikalnych z e-naturalne. Ja nigdy takiego nie stosowałam, miałam bromelainę (ekstrakt z ananasa) którą dodawałam do glinek, ale powodowała u mnie ropne wypryski, i nic poza tym. Nie widziałam żadnego złuszczania.

 
 


Płyny oczyszczające
Te dopiero nie dawno odkryłam, i bardzo się z nimi polubiłam. Są delikatne, ale skuteczne.
Pierwszy to Pharmaceris specjalistyczny płyn bakteriostatyczny z 3% kwasu migdałowego oraz fruit peel. Wydajny, na prawdę działa jeśli chodzi o zahamowanie wyprysków. Także punktowo. Rozjaśnia skórę, pomaga w zwalczaniu zaskórników. Cena wyższa niż jego kolega, ok. 26 zł/190ml. Jestem coraz bardziej zaintrygowana tą serią z Pharmaceris, chętnie przyjrzę się innym produktom. Drugi płyn, to znany od dawna Acnosan T. Wiele razy mówili mi o nim rodzice, jednak jakoś nie po drodze mi było do niego. Zawiera kwas cytrynowy, płyn jest mocno alkoholowy, z dala od nosa i oczu! Jednak działanie jest super, na drugi dzień białe, ropne wypryski o wiele się zmniejszają. Najczęściej stosowany jest punktowo, ja nasączonym wacikiem przecieram miejsca w którym mam przebarwienia, oraz ewentualne wypryski. A jest nie drogi- ok. 10 zł/80g  dostępny tylko w aptekach. W szufladzie czeka na mnie jeszcze tonik z serii Ziaja manuka, ma działanie mikrozłuszczające, odblokowujące pory. Nie oczekuję wiele, ale na jakieś małe przebarwienia chyba da radę.



Serum/kremy
Kilka takowym już przetestowałam, i prawie zawsze był to strzał w 10. Acne-derm jest powszechnie znany, ogólnodostępny i korzystny cenowo (ok. 20 zł/20g). Jest to postać kremu, która według mnie sprawdzi się na cerach mieszanych lub suchych, moja o wiele lepiej tolerowała Skinoren w postaci żelu (ok. 40 zł wzwyż/40g). Na początku piekło mnie niemiłosiernie, ale efekty po 3 miesiącach były bardzo widoczne. Miałam także krem peelingujący I stopien 5% z Pharmaceris, bardziej on się właśnie nadaje do przebarwień niż do zaskórników. Na jesień przygotowane mam serum z witaminą C. Jest ona znana z tego, że po pierwsze kremy z nią są dość drogie, a po drugie pięknie rozjaśnia cerę, rozświetla ją i wyrównuje koloryt. Moje serum jest z Ava (25zł/ 30 ml) popularne są też serum z Biochemii Urody oraz Flavo C. Popularna jest też ostatnio seria Ziaja manuka, w skład wchodzi krem z 3% kwasu migdałowego, myślę że warto spróbować na początek przygody z kwasami. Ja w lutym stosowałam podobny do Glyco-A krem z Le'Maadr, 12% kwasu glikolowego. Był ok, ale nie widziałam lepszych efektów niż po kremie z Pharmaceris, a ma mniejszą pojemność i wyższą cenę (ok. 35 zł/40ml), oraz trzeba go stosować jako maseczkę, a co za tym idzie więcej zużywamy (wspominałam o nim tutaj)



Ochrona przeciwsłoneczna
Bez niej pozbywanie się przebarwień nie ma sensu. Mimo tego że niektóre z tych substancji nie są aż tak mocne, to powinno się stosować w zimne pory roku SPF 30, a w lato koniecznie SPF50, a najlepiej SPF 50+. Obecnie korzystam z dwóch filtrów, link do posta z moimi filtrami do twarzy klik


To już wszystkie moje sposoby, które mam na przebarwienia. Jestem ciekawa jak wy sobie z nimi radzicie, wolicie iść do kosmetyczki, czy korzystacie z dobroci półproduktów, a może sięgacie po dermokosmetyki?

Pozdrawiam, Antymionka

środa, 6 sierpnia 2014

Aloes na wiele spraw, czyli jak uratował moje stopy

Cześć!
Upały niestety nadal są z nami, a co za tym idzie niestety niedogodność w poruszaniu się po mieście ;). Ostatnio byłam na poczcie, ok. 20 minut w jedną stronę, Dorobiłam się na stopach dwóch pęcherzy- jeden był tak wielki, że wręcz nie mogłam chodzić. Obolała, szukałam w Internecie czegoś co mam w domu, i przyniesie mi ulgę. I udało się! Dziś moje stopy już są prawie zdrowe :). Bohaterem dzisiejszego posta jest aloes- jakże nam  znany, ale widzę że większość z nas kupuje żel, lub sok z aloesu. Warto jest trzymać w domu taką roślinę, kiedy skończy nam się jakiś kosmetyk, możemy się nim posłużyć.


Zacznę od najważniejszych właściwości:
-na odparzenia
-wspomaga gojenie
-działa przeciwbólowo
-zawiera wiele witamin
-nawilża i regeneruje skórę
-wzmacnia cebulki włosów, przyspiesza krążenie krwi
-wspomaga leczenie trądziku
Jak każda roślina, i substancja, ma też przeciwskazania. Nie powinny go spożywać kobiety w ciąży, osoby chorujące na cukrzyce, w czasie menstruacji, kamica nerkowa, choroby jelit.
To tylko kilka z jego właściwości i działań- ma bardzo duże zastosowanie na skalę zdrowotną, jego picie wzmacnia organizm, sok z aloesu znajdziecie w różnych supermarketach.
Jeśli chodzi o hodowanie aloesu w domu, to jest to bardzo prosta sprawa. Należy on do sukulentów- roślin które magazynują w sobie wodę (jak kaktusy). Co jest idealne dla osób które zapominają podlewać swoje roślinki :). Aloes potrzebuje też ciężkiej, najlepiej glinianej doniczki. Jest to dość obszerna roślina, i musi mieć dociążenie. Liście odrastają w szybkim tempie, nie musicie się więc martwić o to że 'zepsujecie' roślinę. Potrzebuje słońca, więc słoneczny parapet mu nie straszny.
Najprostsze użycie aloesu- obcinamy liść, i przekrawamy go na pół. Ja taką połówką smaruję miejsca które najbardziej tego potrzebują. Na twarzy u mnie rzadko gości, ponieważ mam tendencję do rumienia. Po odcięciu liścia zawsze go myję, lekko osuszam ręcznikiem papierowym. Po zetknięciu ze skórą daje ukojenie, i przyjemny chłód- na oparzenia bądź otarcia naskórka czasem wkładam go do lodówki bądź do zamrażarki na kilka minut.
Liście aloesu najlepiej ucinać ostrym narzędziem- nożem, nożyczkami lub sekatorem. Najbardziej mięsiste są liście u doły rośliny.


Mój aloes po obcięciu :). Rośnie sobie spokojnie na parapecie w kuchni. Nie ma tak prostych liści jak w reklamach :D.


Po przecięciu na pół


Jak obetniecie liść, nie zdziwcie się, jak zacznie kapać na was sok, liście te są bardzo mięsiste, pełne miąższu. Osobiście nigdy nie robiłam soku z aloesu- podejrzewam że do jego zrobienia potrzeba dużo pracy, i dużej rośliny. Bardziej chyba opłaca się kupić gotowy w sklepie.
Chciałam jeszcze podzielić się kilkoma informacjami jak poradzić się z pęcherzami na stopie.
Jeden z nich był bardzo duży, zajmował prawie całą powierzchnię górnej części stopy, i uniemożliwiał mi chodzenie. Zaraz po przyjściu do domu umyłam stopy mydłem i wodą, i szukałam sposobu jak sobie z tym poradzić. Duży pęcherz musiałam przekłuć, aby płyn mógł swobodnie wypłynąć. Do tego celu użyłam wysterylizowanej igły, przecierając miejsce środkiem odkażającym. Drugi pęcherz zostawiłam w spokoju- był mały, więc po posmarowaniu powinien sobie sam poradzić.
Po tym zabiegu posmarowałam miejsca te liściem aloesu, i nakleiłam plaster (chodzić po domu i tak musiałam). Na noc zdjęłam plaster, umyłam stopy łagodnym mydłem, znów posmarowałam aloesem i poszłam spać. Rano nie było już prawie śladu po bólu.
Po tym incydencie przed wyjściem obsypuję moje stopy talkiem, aby zbytnio się nie pociły. Pęcherze powstają w wyniku pocierana mokrej skóry o materiał. Gdy jednak zrobi już nam się pęcherz, a jest za gorąco na adidasy i skarpetki, posmarujcie go wazeliną, w ten sposób nie będzie ocierał o materiał.

Post dość obszerny, ale mam nadzieję przydatny. Idę chłodzić moje stopy, aby doprowadziły się do porządku :).
Pozdrawiam, Antymionka

piątek, 25 lipca 2014

Salicylol - tani i skuteczny sposób na problemy skóry głowy

Cześć!
Co jakiś czas borykam się niestety ze swędzeniem skóry głowy. Jest to spowodowane przede wszystkim alergią oraz niektórymi kosmetykami do pielęgnacji włosów. O tym specyfiku po raz pierwszy usłyszałam u Nieesi25, która prowadzi kanał na youtube.
Ja za buteleczkę tego płynu zapłaciłam 10,50 w aptece. Myślę że większego problemu z dostępnością nie będzie. Składa się on z 50 mg kwasu salicylowego oraz 950 mg oleju rycynowego. Ma działanie przede wszystkim keratolityczne.

Jak widać u mnie pierwsze jesienne znaki, orzechy laskowe spadają z drzewa ;)

Stosowałam go co 4 dni, nabierając na płatek kosmetyczny, i wcierając w skórę głowy. Skupiałam się na miejscach które bardzo mi dokuczały, czyli nad uszami oraz tył głowy.
Płyn jest gęsty, ale trzeba wypracować sobie jaką ilość wylać na wacik, aby się nie rozlał. Polecam wykonywać zabieg w łazience. Po 1,5-2 godzinach myjemy dokładnie włosy i skórę głowy (polecam zaopatrzyć się w łagodny szampon)
Czasem potrafił mnie w czasie działa piec w skórę głowy, ale potem to wrażenie przechodziło. Przez pierwsze kilka stosowań nadal mnie swędziała po nim skóra, jakoś po 2 tygodniach regularnego stosowania skóra była wręcz ukojona, jak nowa. Liczyłam trochę na zmniejszenie przetłuszczania włosów, ale nic takiego nie zaobserwowałam.
Płyn jest wydajny, niewiele trzeba aby wetrzeć w skórę.
Ocenie jestem 2 miesiące od pierwszego zastosowania tego płynu, z większymi przerwami stosowałam go co 3-4 dni. Nie mam większych problemów ze swędzeniem czy podrażnieniem, mimo że alergie dają o sobie znać.
Wybaczcie za lekko zaolejowaną etykietę, jednak płyn lubi czasem ociekać z szyjki

Zaciekawił mnie fakt, że może być stosowany pomocniczo w leczeniu trądziku. Nie należy go stosować na duże powierzchnie skóry, a więc patyczkiem kosmetycznym smaruję go na pojedyncze pozostałości po wypryskach, czy zmiany. Po 2 godzinach zmywam żelem do mycia twarzy i nakładam krem. Na razie niestety nie mogę się wypowiedzieć czy działa- za mną dopiero dwa zastosowania. Jedyne co mogę powiedzieć, to wrażenie jak po peelingu enzymatycznym.

Uważam, że ten polsku produkt jest warty uwagi. Działa o wiele lepiej niż różne szampony wcierki czy odżywki. Jeśli chodzi o wrażliwą skórę głowy, mogę też polecić szampon z Ziaji seria med, przeciwświądowy. Jest delikatny, i łagodzi swędzenie skóry. Dla mnie, alergika jest to rzecz niezbędna.



Pozdrawiam, Antymionka

piątek, 2 maja 2014

5 maseczek do zrobienia w domu

Cześć!
Mamy już maj- miesiąc owocny w zbiory, jak i skory do wielu zmian. Ja postawiłam sobie jako cel, regularnie robić maseczki i doprowadzić moją cerę do porządnego stanu. Przedstawię wam 5 maseczek, które możecie zrobić w domu.

1. Drożdże + mleko
Ta maseczka świetnie wygładza i niweluje wypryski. Mleko należy lekko podgrzać, 20-30 sekund w mikrofali. Dodać drożdże, aby powstała gęsta papka. Ja daję zazwyczaj 2 łyżki mleka. Należy zmyć ją ciepłą wodą gdy zastygnie.

2. Drożdże + cytryna
Czyli wersja rozjaśniająca tej świetnej przeciwtrądzikowej maseczki. Mieszamy drożdże i sok z cytryny aby powstałą dość gęsta konsystencja, po 10 minutach zmywamy.

3. Drożdże + otręby - maseczka peelingująca
-2 łyżki otrębów
-10 g drożdży
-1 łyżeczka oliwy
-woda do rozcieńczenia, lub hydrolat
Wszystkie składniki mieszamy, i nakładamy na twarz, robimy peeling i zmywamy. Nie należy jej stosować przy zmianach ropnych.

4. Jajko + miód
Jest to maseczka napinająca, zwęża pory. Ubijamy jedno białko, dodając łyżeczkę miodu (płynnego). Nakładamy na twarz, po 20 minutach zmywamy letnią wodą.

5. Ser + ogórek
Łagodzi podrażnienia i wygładza. Można dodać jogurt, który ma właściwości antybakteryjne.  Mieszamy starty na drobnej tarce ogórek świeży z łyżką serka homogenizowanego. Aby zagęścić, można dodać płatków owsianych. Po 15 minutach spłukujemy ciepłą wodą.

Na koniec chciałam wam pokazać jeszcze kilka nowości z ostatnich dni.
 

Osławiony żel do mycia twarzy bebeauty z biedronki. Kosztował 4,99. Bardzo lubię takie gęste konsystencje do zmywania makijażu, miałam podobny z Lirene, jednak tamten miał strasznie perfumowany zapach, który był nie do zniesienia.


Dwie maskary z promocji -49% w Rossmannie- Lovely False Lashes, efekt sztucznych rzęs, oraz Miss Sporty Studio lash 3D volumythic.


Nie załapałam się na maskarę Pump up z Wibo, ale ta ma taką samą szczoteczkę, cena nieco wyższa, 11,99 zł.




Kojący krem pod oczy i krem BB z Yves Rocher. Krem jak na razie mnie nie podrażnił, krem jednak mimo jasnego koloru ciemnieje nieco na twarzy. Poczekam aż trochę nabiorę koloru, nim zacznę go nosić.

Jestem ciekawa waszych patentów na maseczki.
Pozdrawiam, Antymionka

piątek, 18 kwietnia 2014

Mój tonik ziołowy dla skóry trądzikowej

Cześć!
Jak widać posty pojawiają się często, co oznacza że mam nieco wolnego czasu :).
Dzisiejszy post będzie o toniku, który zrobiłam wczoraj z ziół które ostatnio ususzyłam. Są one nadal dostępne, więc jeśli jesteście zainteresowane, to zapraszam.
Na samym wstępie przygotowałam to, co będzie mi potrzebne do zrobienia.
1. Ususzone zioła (stokrotka pospolita- kwiaty, fiołek wonny- liście i kwiaty)
2. Kubek w którym zrobimy napar
3. Kwas hialuronowy (jako dodatek, nie trzeba go dodawać)
4. Zlewka (może być np. przezroczysta miska, bądź szklanka)
5. Łyżeczka



A oto jak postępujemy:
1. Naczynia dokładnie myjemy.
2. Odmierzamy 1 łyżeczkę kwiatów stokrotki i 2 łyżeczki fiołka, 2 łyżeczki liści fiołka, wsypujemy do kubka i zalewamy ok. 100-150 ml wody.
3. Parzymy 15 minut pod przykryciem, po tym czasie zdejmujemy i studzimy napar
4. Odcedzamy, przelewamy do zlewki lub innego naczynia, mieszamy z dowolnymi składnikami, przelewamy do butelki.
Tonik przechowujemy maksymalnie 2 dni, w ciemnym i nie za ciepłym miejscu.




Mój wygląda tak:


Zdjęcie nie do końca oddaje kolor, jest on bardziej szmaragdowy :). Dodałam też resztkę hydrolatu różanego który mi został.

 
Pozdrawiam, Antymionka

czwartek, 17 kwietnia 2014

#2 Stokrotka pospolita w pielęgnacji i nie tylko



Wiele z was na pewno zna tą małą roślinę. Spotkać ją można wszędzie- od trawników w parkach, po ogrody i łąki. Ma ona kilka właściwości leczniczych, w tym na wypryski, więc myślę że warto zwrócić na nią uwagę.
Powoli stokrotki zaczynają się pojawiać, więc to dobry czas na zbieranie. Ważne, aby nie były przekwitnięte.
Właściwości
Jest polecana na wykwity, korzystnie wpływa na prace wątroby, poprawia przemianę materii, wzmacnia drobne naczynia krwionośne, co szczególnie mi się uśmiecha bo mam do tego tendencję, działa moczopędnie, wzmacniająco na organizm, obniża ciśnienie krwi, przywraca regularne miesiączkowanie, działa też wykrztuśnie (aczkolwiek pewnie słabo, bardziej do tego polecam fiołka wonnego bądź mniszka lekarskiego- pospolitego mlecza) Można się nią wspomagać w zapaleniu stawów, a zewnętrznie też na upławy.
Jakie części rośliny?
Przede wszystkim kwiaty.
Co zawiera?
Kwas jabłkowy, winowy, saponiny, gorycze (nadają gorzki smak), olejek eteryczny.
Można sporządzić napar, macerat, odwar.
Zbieramy ją przez większość letnich pór roku, zaczynając od teraz.
Kilka kwiatów stokrotki mam już ususzone, na dniach będę robić tonik, pokładam wielką nadzieję z kwasach zawartych w tej roślinie.

 
 Bez obaw możemy ją zbierać, w szybkim tempie się rozrasta.
A ja tym czasem zmykam robić tonik kwiatowy :).

Pozdrawiam, Antymionka
 

 

sobota, 12 kwietnia 2014

Sposób na zioła

Sporządzanie mikstur z ziół jest różne, większość z nas zna najprostszą metodę- po prostu zalanie suszonych surowców gorącą wodą. Jest jednak o wiele więcej sposobów na to, by korzystać z tych dobrodziejstw.

1. Syrop
Świeże zioła należy zalać wodą, i gotować ok. 20 minut na wolnym ogniu. Następnie zostawiamy na noc do naciągnięcia. Na drugi dzień zasypujemy cukrem, doprowadzamy do wrzenia, i gotujemy następne 20 minut na małym ogniu. Syrop studzimy, odcedzamy i przelewamy do słoików/butelek.
Ilość cukru na 2l to około jedna szklanka. Zależy też od zioła, musicie patrzeć, czy syrop gęstnieje, nie może być też zbyt cukrowy.

2. Macerat
Możemy go zrobić na dwa sposoby- na zimno, bądź na bazie oleju.
Sposób pierwszy
Ziele zalewamy zimną wodą (najlepiej przegotowaną, lub mineralną) tak aby poziom wody był ok 0,5-1cm nad poziomem surowca. Odstawiamy w temperaturę pokojową na 6-10 godzin. Przecedzić, przelać do opakowania i schować w ciemne, chłodne miejsce (czas przechowywania takiego maceratu jest dość krótki) Można go pić na kaszel, i stosować na skórę bądź włosy.
Sposób drugi
Zioła świeże lub suszone, zalewamy olejem bazowym (np. z oliwy z oliwek- jest ogólnodostępny).
Wsypujemy ziele do słoika bądź butelki szklanej (1/3) i zalewamy olejem (3/4). Zostawiamy 4-6 tygodni w ciemnym miejscu, co jakiś czas mieszając naczyniem, nie otwierając go. Po tym czasie przecedzamy, przelewamy do ciemnej butelki i zużywamy w miarę szybko (ok. miesiąc)

3. Napar
Suszone zioła zalewamy wrzątkiem i pozostawiamy pod przykryciem 10-20 minut. Należy go zużyć w tym samym dniu, w którym go przyrządziliśmy. Można go podgrzać, ale nie gotować!

4. Odwar
Rozdrabniamy zioła, zalewamy wodą, podgrzewamy do wrzenia. Gotujemy przez kilka minut (gdy zioła są bardzo mięsiste, możemy gotować więcej, 10-15 min). Odstawiamy na 10 minut i przecedzamy. Należy zużyć w tym samym dniu.

5. Kataplazma
Całe części roślin (kwiaty, liście, oraz korzeń) zalewamy niewielką ilością wrzącej wody. Gdy ostygną (można użyć lekko ciepłe) przykładamy do chorego miejsca, i przykładamy gazę. Są skuteczniejsze od zwykłych kompresów.

6. Nasiadówki
Metoda leczenia miejsc intymnych. Sporządzamy tak samo jak inhalację, i kucamy nad miską/garnkiem 10-15 minut.

7. Inhalacje/parówki
2 łyżki ziół zalewamy nie całym litrem wody, i pozostawiamy pod przykryciem 15 minut (jeśli inhalacja jest dla nas zbyt łagodna, na przykład na katar, możemy dodać jeszcze aby wzmocnić działanie). Pod ręcznikiem robimy inhalację/parówkę ok. 15-30 minut.

8. Stabilizowanie alkoholem wyciągów z ziół (świeżych)
Zalać rozdrobnione zioła gorącym alkoholem. Nie przecedzać, najlepiej trzymać w ciemnej butelce.

Mam nadzieję że te sposoby przybliżyły was do większej przyjaźni z ziołami :). Pamiętajcie, że możemy sporządzać różne mieszanki, np. na cerę, okolice intymne, bądź na kaszel. Do wyboru mamy wiele surowców, także można dodać aloesu (do włosów bądź cery).

Pozdrawiam, Antymionka

niedziela, 6 kwietnia 2014

Cudze chwalicie, swego nie znacie.. 1# Fiołek wonny


Cześć!
Nie wiem jak u was, ale u mnie wiosna pełną parą. Co prawda rano było o wiele więcej słońca, ale teraz też nie mogę narzekać.
W dzisiejszym poście opiszę wszystko (co mi przyjdzie do głowy) na temat Fiołka wonnego. Idealny czas na jego zbiory jest właśnie teraz.
Właściwości
W Internecie w szczególności można znaleźć informację iż jest to idealny środek na kaszel (działanie wykrztuśne), a także na problemy z zaśnięciem- to są jego główne właściwości. Można z niego pozyskać także olejek eteryczny, jest on jednym z najdroższych olejków, często stosowany w perfumach. Znalazłam też parę informacji na temat jego działania na skórę, głównie maceraty oraz toniki, polecane jest też przemywanie nim twarzy. W kwiatach kandyzuje się owoce, a więc też nadaje się do gotowania. Ma także działanie moczopędne, rozkurczowe, napotne.
Jakie części rośliny?
Kwiaty oraz liście są najczęściej zbierane, jednak korzeń także się przydaje jako środek przeciwgrzybiczny.
Co zawiera?
alkaloid - violinę (zasadowe związki organiczne pochodzące z roślin), saponiny (substancja pochodna cukrów), olejek eteryczny, flawonoidy (barwniki roślinne), glikozydy fenolowe (pochodne salicyny) i śluzy.
Rozszyfrowanie tych składników jest trudne, ponieważ wymaga dość dokładnej analizy chemicznej. Ja nie będę się w tym zagłębiać, ponieważ nie znam się na tym do końca. Podstawowe zasady chemii znam, także jeśli chodzi o różne kwasy, ale to tylko tyle.
Przepisy
Macerat
Działa wykrztuśnie, uspokajająco. Także do przecierania twarzy.
2 łyżeczki kwiatów na 2 szklanki wody
Syrop
Na kaszel i bezsenność.
Należy sporządzić napar, z 50g kwiatów na 100ml wody, odstawić na 24 godziny, dodać 150 g cukru i podgrzać w średniej temperaturze nie doprowadzając do wrzenia ok 20 minut, po tym przecedzić.
Herbata
2 łyżeczki kwiatów na 1 szklankę wody, można osłodzić miodem, a także używać do twarzy jako tonik, lub płukać gardło.
Napar z liści
1 łyżeczka liści (suszonych) na 1 szklankę wrzątku, zostawić pod przykryciem 10 minut. Można pić, lub stosować jako tonik do twarzy.
Niżej zamieszczam zdjęcie rośliny wraz z układem korzeniowym

Miejsce, w którym u mnie kwitnie fiołek



Jeśli zamierzacie sami hodować rośliny, to jest kilka zaleceń wobec fiołka wonnego. Jest bardzo dobrą rośliną okrywową- w miarę szybko się rozrasta, ale jest bardzo niski. Jego książkowe stanowisko to cień, lecz u mnie rośnie w pół- cieniu i też jest mu dobrze, większość jest naokoło małej sosny. Gleba przepuszczalna, myślę że nie będzie wybredny co do gleb.

A tutaj się suszy mój fiołek ;)
Zebrałam niewiele kwiatów i liści, ponieważ  w tym roku mam zamiar przetestować, czy zadziała przede wszystkim na moją skórę. Kwiaty fiołka są bardzo drobne, tak samo jak i liście więc jest to zbieranina bardzo czasochłonna jeśli chcemy zrobić syrop, są do tego o wiele lepsze rośliny.
 
Jeśli chodzi o suszenie, to najlepiej w pomieszczeniu ciepłym, przewiewnym. Gdy zbierzecie już surowiec, najlepiej jest od razu posortować liście i kwiaty, i wyjmując ewentualne dodatki (np. źdźbła trawy). Następnie wszystko układamy na ręczniku kuchennym, może być papierowy, i suszymy. Na początku najlepiej pozostawić na parapecie przy otwartym oknie, aby ewentualni goście wyszli z kwiatów. Potem możemy przenieść w dogodne dla nas miejsce. Ja wkładam ususzone surowce do słoików, i opisuję je karteczkami, trzymam w dość chłodnym (ale nie bardzo zimnym) i zacienionym miejscu.
 
 
Pozdrawiam, Antymionka

sobota, 5 kwietnia 2014

Cudze chwalicie, swego nie znacie.. wersja ziołowa

Cześć!
Na youtube oraz w blogosferze krąży taki tag. Jednak ja postanowiłam go zmienić i pokazać wam, że nie tylko mamy fajne kosmetyki, ale także zioła.
Kiedyś, w medycynie ludowej zioła wykorzystywano do wszystkiego. Od przeziębienia, do chorób skórnych. Wiele z nas przechodzi na dietę wegetariańską, wegańską, bądź po prostu zdrową, bez fast food i żywności z super marketu. Ja natomiast chciałabym bardziej zająć się pielęgnacją twarzy, oraz ciała, choć nie wykluczam udziału tych roślin w grypie czy przeziębieniu. Co nam w takim razie daje zielna pielęgnacja/leczenie?
-wiele osób nie może przyjmować antybiotyków/leków ze względu na duże reakcje nieporządne (w tym ja)
-kosmetyki zawierają składniki nie korzystne dla cery, działające komedogennie
-koszt takiego leczenia jest minimalny- wystarczy zebrać roślinę, ewentualnie ususzyć, sporządzić napar bądź zasypać cukrem (jako syrop)
-nasiona roślin możemy kupić w sklepach ogrodniczych, na allegro bądź zebrać na pobliskiej łące (nie dotyczy to oczywiście roślin chronionych w Polsce)
-jest ona w 100% naturalna
Można by jeszcze coś dopisać, ale są to główne powody na plus. Minusem jest to, iż osoby które mają alergię, niestety rośliny stosowanie w postaci np. toniku mogą uczulić (np. rumianek często uczula dorosłych lub nawet dzieci, mimo tego że jest delikatny).
Zachęcam was do podsyłania pomysłów, informacji, przepisów na dane zioła. W niektórych miejscach w Polsce rośliny mogą nie rosnąć naturalne, a niektóre okazy nie są też dostępne w sklepach. Warto jednak szukać, jeśli mieszkacie w mieście, to na przedmieściach, ale czasem warto wyjechać całkiem poza, żeby naładować akumulatory :).
Mam nadzieję że seria spodoba się wam, postaram się dodawać posty z przepisami jak najczęściej, oraz w odpowiednim czasie, abyście mogli zebrać rośliny.
Pozdrawiam, Antymionka